Zapis na sąd polubowny – klauzula arbitrażowa. Czy warto? (cz. 1)

Maciej Bednarek        25 sierpnia 2014        Komentarze (0)

Niektóre spory są nieuniknione. Gdy nie potrafimy samodzielnie porozumieć się z kontrahentem, bardzo często pojawia się jedyne słuszne, jak nam się wydaje, rozwiązanie, polegające na skierowaniu sprawy do sądu. Niezmiennie jednak kojarzy się to ze stratą czasu i pieniędzy. Zawsze jest też przegrany i ktoś, kto w dalszym ciągu nie będzie zadowolony z uzyskanego rozstrzygnięcia.

Być może zdążyłeś już zauważyć, że jestem gorącym zwolennikiem stosowania wszelkich sposobów polubownego rozwiązania zaistniałych sporów. Uważam, że upór nie zawsze jest potrzebny, warto natomiast rozsądnie spojrzeć na problem i zastanowić się nad jego sensownym, nie tylko ekonomicznie, rozwiązaniem.

Instrumentami, które w swej istocie mają być dla skonfliktowanych stron alternatywą na szybsze, a czasem i tańsze załatwienie problemu, są mediacja oraz arbitraż.

Dzisiaj chcę przedstawić Ci najważniejsze plusy, ale i minusy korzystania z sądownictwa polubownego. Natomiast następnym razem opowiem o tym, jak właściwie sporządzić klauzulę arbitrażową. W przyszłości z pewnością wielokrotnie nawiążę do mediacji.

Sąd polubowny – nie tylko z nazwy, to wciąż sąd. Dlaczego zatem warto z niego skorzystać?

Do podstawowych zalet sądownictwa polubownego należy:

  • możliwość wyboru arbitra-eksperta, osoby, która doskonale specjalizuje się w stosunkowo wąskim temacie; sędzia sądu powszechnego w zasadzie musi znać się na wszystkim;
  • czas trwania postępowania przed sądem polubownym – średnio kilka miesięcy; dla porównania dochodzenie roszczeń przed sądem powszechnym zajmuje ok. 2 lat…;
  • od orzeczenia wydanego przez sąd arbitrażowy nie przysługuje odwołanie, rozstrzygnięcie jest w zasadzie ostateczne; sądownictwo powszechne jest natomiast dwuinstancyjne, a w pewnych przypadkach sprawa może jeszcze trafić do Sądu Najwyższego;
  • arbitraż pozwala na wybór nie tylko miejsca, ale również języka i zasad postępowania arbitrażowego; skierowanie sprawy do sądu powszechnego wiąże się z rozpatrzeniem sprawy w sądzie właściwym według zasad określonych w Kodeksie postępowania cywilnego, w języku polskim oraz wedle przepisów procesowych mających charakter powszechnie obowiązujący.

Czy nie wygląda to obiecująco? Jaka jest zatem przyczyna tego, że rocznie na drodze arbitrażu załatwianych jest tak mało spraw gospodarczych (do tysiąca), a sądy powszechne rozstrzygają ich ok. 1,5 miliona? I dlaczego rozstrzygane są głównie sprawy związane z branżą budowlaną?

Na pewno przyczyna nie leży w dostępności i ilości sądów arbitrażowych, bo w Polsce jest ich coraz więcej, z Sądem Arbitrażowym przy Konfederacji Lewiatan, a przede wszystkim z Sądem Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej na czele.

Czy chodzić może o niewielką wciąż popularność i niską świadomość społeczną? Być może.

Według mnie najistotniejsze są jednak koszty. A raczej ich niewłaściwe pojmowanie.

O co chodzi?

Bezsprzecznie rozstrzyganie sporów na drodze arbitrażu przy małej wartości przedmiotu sporu jest nieopłacalne. Spór o tysiąc złotych wiąże się z koniecznością uiszczenia opłat arbitrażowych i innych wynoszących nawet cztery tysiące złotych. Im jednak wyższa wartość przedmiotu sporu, tym opłaty te są zbliżone do opłat sądowych, a w pewnych przypadkach są nawet niższe.

Z drugiej strony, koszty arbitrażu mogą być tylko relatywnie większe od dochodzenia roszczeń przed sądem powszechnym. W sądzie tradycyjnym sprawa może wędrować z instancji do instancji i z powrotem, co wiąże się ze wzrostem kosztów i wydłużeniem czasu uzyskania rozstrzygnięcia. W takim ujęciu przyjęcie długofalowej perspektywy z punktu widzenia bilansu ekonomicznego może wypaść korzystnie na rzecz arbitrażu.

A Ciebie co przekonuje bądź zniechęca do arbitrażu? Czekam na Twoją opinię 🙂

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: