Umowa kupna-sprzedaży…

Maciej Bednarek        07 maja 2014        Komentarze (0)

Czas upływa, a wraz z nim zmienia się wszystko wokół: pory roku, nasz wiek, zdrowie… Ciągłej zmianie i przeobrażeniom ulega również język polski.

Obok od dawna ustalonego kanonu językowego, zespołu prawidłowo utworzonych wyrazów i konstrukcji językowych, stale powstają nowe. Pojawiają się neologizmy, oryginalne określenia i struktury, które w przypadku szerokiego rozpowszechnienia i ogólnej poprawności, trafiają do kanonu poprzez swoisty uzus językowy.

Przy sporządzaniu umowy sprzedaży pojawia się często pewien twór, który zyskał ogromną popularność. Mam tu na myśli sytuację, kiedy dany dokument oznaczony jest jako umowa kupna-sprzedaży.

Musisz wiedzieć, że w prawie nie ma czegoś takiego jak umowa kupna-sprzedaży. Domyślam się jednak, jaka jest geneza tego określenia. Istota tego typu umowy polega przecież na tym, że kupujący coś kupuje, a sprzedający sprzedaje. Taka potoczna nazwa skrótowo określa jej charakter. Określenie to przyjęło się również dlatego, że zostało stworzone zgodnie z regułami poprawności językowej.

Jednym z podstawowych podziałów umów jest rozróżnienie umów nazwanych oraz nienazwanych. Te pierwsze to takie, które uregulowane są wprost w Kodeksie cywilnym. Wystarczy przejrzeć spis treści Księgi III Kodeksu cywilnego, aby je ustalić i poznać. Jest wśród nich m.in. umowa o dzieło, umowa agencyjna czy też, wreszcie, umowa sprzedaży.

Obok umów nazwanych istnieją również tzw. umowy nienazwane. Ich istota polega na tym, że Kodeks cywilny nie zawiera ich regulacji. Wykształciły się one w obrocie prawnym w ramach swobody umów. Takim standardowym przykładem umów nienazwanych jest umowa franczyzy czy też umowa faktoringu.

Jakie znaczenie dla samej umowy ma jej nazwa umieszczona na samej górze danego dokumentu? Generalna zasada mówi, że nazwa umowy nie ma decydującego znaczeniu przy ustaleniu tego, z jakim rodzajem umowy mamy do czynienia. Ważne jest bowiem to, co wynika z samej treści umowy. Pamiętaj jednak, że nazwa umowy może okazać się istotna przy interpretacji umowy, szczególnie wtedy, gdy pojawią się wątpliwości.

Moja rada jest prosta. Choć z językowego punktu widzenia sformułowanie „umowa kupna-sprzedaży” jest poprawne, to w obrocie prawnym, szczególnie profesjonalnym, jest całkowicie nieadekwatne. Zrezygnuj z niego.

Jeśli zawieraną umowę nazwiesz umową sprzedaży, to jasnym i czytelnym będzie, że jej istotą jest: wydanie przez sprzedawcę rzeczy oraz przeniesienie prawa własności, a także odebranie rzeczy przez kupującego wraz z zapłatą ceny.

Niby niewielka zmiana, ale świadczy o Twoim profesjonalizmie. W każdym calu 🙂

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: