Przeniesienie praw i obowiązków z umowy najmu

Maciej Bednarek        21 lipca 2015        Komentarze (0)

Większość przedsiębiorców do prowadzenia działalności gospodarczej potrzebuje lokalu, w którym będzie sprzedawać towary i usługi, jak również spotykać się z klientami. Najem lokalu użytkowego bardzo często okazuje się niezbędny do prowadzenia biznesu.

Wymarzona działalność gospodarcza może jednak okazać się niewypałem. Co wtedy z umową najmu zawartą bardzo często na kilka lat? Jest sposób, aby zabezpieczyć się przed taką sytuacją, ale trzeba o nim pomyśleć jeszcze przed związaniem się umową najmu.

Zapraszam do lektury mojego kolejnego artykułu dla Magazynu Galerie Handlowe pt. Przeniesienie praw i obowiązków z umowy najmu!

Scan5Scan6

 

 

Pułapki w umowach franczyzowych

Maciej Bednarek        14 lipca 2015        Komentarze (0)

Choć może nie jest to jeszcze najbardziej popularna forma prowadzenia biznesu, to stopniowo staje się bardziej i bardziej powszechna. Coraz trudniej znaleźć branżę, w której ta forma w ogóle nie występuje.

Co mam na myśli? Chodzi oczywiście o franczyzę. Rozpoczęcie działalności pod obcą, ale znaną już marką, może ułatwić prowadzenie firmy. Jak zawsze jednak, tak i w tym przypadku, istnieje wiele plusów i wiele minusów franczyzy. Jakich?

Jeśli chciałbyś dowiedzieć się czegoś o franczyzie, to możesz przeczytać mój artykuł pt. Pułapki w umowach franczyzowych.

Jeśli myślisz o franczyzie, to sugeruję Ci zapoznanie się z tym artykułem.

Jeśli natomiast zamierzasz podpisać umowę franczyzy, to koniecznie powinieneś go przeczytać.

Zapraszam do lektury mojego artykułu dla Magazynu Galerie Handlowe!

 Scan3Scan4

Umowa a upadłość przedsiębiorcy

Maciej Bednarek        21 czerwca 2015        2 komentarze

Należyte zabezpieczenie realizacji umowy jest dla przedsiębiorcy kluczowe. Każdy chce, aby współpraca z kontrahentem układała się wzorowo, gdyż ma to wpływ na satysfakcję i korzyści płynące z dobrze wykonanej umowy.

Co jakiś czas wracam do tematu minimalizowania ryzyka nietrafionego doboru kontrahenta lub nietrafnie zawartej umowy. Z umowami jest trochę tak jak z przestępstwami – można robić wiele, aby nie doszło do ich popełnienia – zwiększyć liczbę policjantów, unowocześnić system zabezpieczeń elektronicznych, zintensyfikować monitoring miejski, ale i tak dla chcącego nic trudnego.

W stosunkach umownych jest podobnie, papier przyjmie wszystko, ale jeśli kontrahent jest nie fair, to nie zawsze da się przed tym ustrzec.

Przedsiębiorcy nie lubią upadłości kontrahentów. Trudno się temu dziwić – po pierwsze postępowanie bywa bardzo przewlekłe, a po drugie szansa na odzyskanie swoich wierzytelności, nawet w części, zazwyczaj nie jest duża. Na horyzoncie pojawiło się ostatnio światełko nadziei, ponieważ uchwalono nowe przepisy, tzw. prawo restrukturyzacyjne, które ma z jednej strony zwiększyć szansę na odzyskanie wierzytelności, z drugiej zaś strony zwiększyć szansę na przetrwanie przedsiębiorcy znajdującego się w trudnej kondycji finansowej. Ustawa jest bardzo obszerna, czyni wiele zmian w dotychczasowym prawie upadłościowym i naprawczym. Nie sposób ją omówić w krótkim wpisie. Generalnie jednak ma być szybciej i efektywniej (jeśli jesteś zainteresowany zmianami, to spójrz tutaj). Oby wprowadzone rozwiązania przyczyniły się do poprawy sytuacji przedsiębiorców, ale czy tak będzie, zobaczymy. Ustawa została już podpisana przez prezydenta, wejdzie w życie z początkiem 2016 r.

Tymczasem warto zastanowić się, czy można cokolwiek zrobić dla ochrony swoich interesów i w jaki sposób można zabezpieczyć się przed nawiązywaniem stosunków prawnych z niewypłacalnym podmiotem.

Czasem spotykam się w umowach z postanowieniami zobowiązującymi dłużnika do nieskładania wniosku o ogłoszenie upadłości w ogóle albo przez określony czas. Takie postanowienie jako sprzeczne z ustawą jest z mocy samego prawa nieważne (art. 58 KC). W przypadku spełnienia przesłanek ustawowych przedsiębiorca znajdujący się w trudnej sytuacji finansowej jest bowiem zobligowany do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Podobnie sytuacja wygląda z klauzulami wymagającymi wyrażenie zgody innego podmiotu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Nie powinny one znajdować się w umowach.

Można jednak, w ramach swobody umów, zobowiązać stronę do poinformowania o złożonym wniosku o ogłoszenie upadłości, tak aby kontrahenci nie dowiadywali się o tym jako ostatni.

Bardziej roztropne będzie jednak, szczególnie przy realizacji większych zobowiązań, bieżące kontrolowanie sytuacji finansowej kontrahenta poprzez ustanowienie obowiązku informowania o obrotach, tudzież przedkładanie odpowiedniej dokumentacji finansowej.

Każdy sposób, zgodny z prawem i chroniący Twój interes, jest wart rozważenia.

Odmiana nazwisk w umowach i pismach urzędowych – parę słów o zasadach

Maciej Bednarek        03 czerwca 2015        5 komentarzy

W jednym z wywiadów udzielonych swego czasu dziennikarzowi gazety lokalnej pan Michał Rusinek przytoczył taką oto scenę ze swojego życia.

Dzwoni telefon. Dzwoniącą jest telemarketerka próbująca sprzedać pewną usługę, a potencjalnym klientem jest sam pan Michał.

Telemarketerka:

– Dzień dobry, czy mam przyjemność z panem Michałem Rusinek?

– Dzień dobry, przy telefonie. Ale ja, proszę pani, się deklinuję – odpowiedział pan Rusinek.

– A to przepraszam, zadzwonię później!

W umowach i różnego rodzaju pismach urzędowych często stajemy przed dylematem – odmieniać nazwisko przez przypadki czy też tego unikać. Osobiście jestem zwolennikiem propagowania poprawnej polszczyzny (pomimo tego, że nasz język do najłatwiejszych nie należy) i zgodnie z jej zasadami sugeruję nazwiska odmieniać. Oczywiście wypada to czynić wtedy, gdy mowa jest o nazwiskach odmiennych, takich jak: Jan Nowak, Maria Wojciechowska, Alicja Kasprzycka, Karol Tabaka. Coraz powszechniejsza tendencja do nieodmieniania nazwisk, które z zasady są odmienne, powoduje szereg wątpliwości i niejasności (np. uroczystość ku pamięci Adama Kleja – czy jej patronem jest Adam Klej czy Adam Kleja?).

Jeśli natomiast pojawią się obawy, że na podstawie odmienionej formy nazwiska nie będzie możliwe odtworzenie wersji podstawowej, to trzeba tak sformułować tekst, aby nazwisko w wersji podstawowej było wymagane przez budowę zdania.

Można również obok nazwiska odmienionego umieścić w nawiasie wersję podstawową, tak dla pełnej klarowności przekazu, np. „Umowa zawarta z abonentem Antonim Jachrem (Antoni Jacher)”.

Językoznawcy sugerują, aby od powyższej zasady odmieniania nazwisk odstępować wyłącznie wtedy, jeśli używamy nazwisk obcych, co do których nie sposób jest zastosować polskiego wzorca deklinacyjnego. Wtedy można ich nie odmieniać. Generalnie jednak, nawet przy nazwiskach obcych, odmiana jest sugerowana. Przykład: „Umowa zawarta z Lucjanem Pavarottim/ Joachimem Dieslem” ale i „Umowa zawarta z Janem Rousseau/ Mikołajem Ceausescu”.

Ja też się deklinuję, więc jeśli masz ochotę ze mną porozmawiać, to dzwoń do Macieja Bednarka, a nie do Macieja Bednarek 😉

* [Więcej o deklinacyjnej odmianie nazwisk znajdziesz tutaj: http://sjp.pwn.pl/zasady/;629611 ]

Kto czyta, nie błądzi…

Maciej Bednarek        20 maja 2015        Komentarze (1)

Swego czasu pisałem o tym, jak ważny jest podpis składany pod treścią umowy i jak doniosłe skutki prawne rodzi jego złożenie (wspomniany wpis możesz przeczytać tutaj). Jeśli masz ochotę zapoznać się z nowszym orzecznictwem, to służę pomocą.

W orzeczeniu wydanym przez Sąd Najwyższy 14 stycznia 2009 r. (dla zainteresowanych podaję sygnaturę akt: IV CSK 358/08) rozważana była różnica między instytucją błędu a zwyczajnym podpisaniem umowy bez zapoznania się z jej treścią. Nie widzę sensu parafrazowania wypowiedzi SN, dlatego pozwól, że ograniczę się do cytatu:

Nie ma (…) błędu, gdy ktoś świadomie składa oświadczenie woli, nie znając jego treści, np. składa podpis na dokumencie, z którego treścią się nie zapoznał, z natury błędu bowiem wynika przekonanie błądzącego, że postrzegany przez niego stan rzeczy odpowiada prawdzie. Innymi słowy, nieświadomość niezgodności między własnym obrazem sytuacji a rzeczywistością stanowi immanentną cechę błędu. Stąd postawa osoby składającej oświadczenie woli, świadomie wykluczająca możliwość poznania stanu faktycznego, wyłącza błąd. Osoba, która świadomie podpisuje dokument, nie znając jego treści, nie myli się, lecz świadomie akceptuje postanowienia zawarte w dokumencie, niezależnie od ich treści. Chodzi oczywiście o sytuację, w której osoba ta ma świadomość własnej ignorancji.

Czyli, generalnie, SN przyjmuje, że podpisanie bez czytania jest ryzykiem składającego podpis, o ile jednak działanie takie jest świadome.

Zasada ta nie ma jednak charakteru absolutnego. Rezygnacja z zapoznania się z treścią umowy może być uzasadniona, a tym samym podlega ochronie, np. w sytuacji negocjowania warunków umowy, gdy do zmiany jak się wydaje uzgodnionej już umowy jedna strona podstępnie wprowadza nieuzgodnione postanowienia.

W przywołanym powyżej orzeczeniu SN jako kontrprzykład wskazał taką oto sytuację:

Inaczej ma się rzecz, jeżeli treść dokumentu została między stronami szczegółowo uzgodniona i składający podpis miał prawo liczyć, że jest ona zgodna z wcześniejszymi ustaleniami. Uzgodnienie poszczególnych postanowień umowy w toku negocjacji usprawiedliwia postępowanie podpisującego, który co prawda świadomie nie czyta dokumentu, ale czyni to w przekonaniu, że jego treść odpowiada przyjętym postanowieniom. Podsunięcie mu do podpisu dokumentu obejmującego inną wersję umowy oznacza wprowadzenie w błąd. W takim wypadku strona, która podpisała dokument przygotowany przez drugą stronę nie czytając go, będzie mogła powołać się na błąd.

O czym należy zatem pamiętać?

O tym, że:

– podpis jest ważny,

– świadome złożenie podpisu bez zapoznania się z treścią dokumentu następuje na wyłączne ryzyko podpisującego,

– powyższa zasada oczywiście dopuszcza wyjątki, które muszą być uzasadnione okolicznościami konkretnej sytuacji.

Dobrym podsumowaniem omawianej tematyki niech będzie treść orzeczenia z 15 listopada 2013 r. Sądu Okręgowego w Białymstoku VII Wydział Gospodarczy (sygn. akt VII Ga 192/13), gdzie wskazano:

(…) powód jako wieloletni przedsiębiorca podpisał treść spornej umowy, w tym zapis o zaakceptowaniu zawartych w niej warunków. Przesłuchany w charakterze strony zeznał, że nie „doczytał treści umowy do końca”. Powyższe zdaniem Sądu należało ocenić w kategorii zawinionego działania przejawiającego się pod postacią co najmniej niedbalstwa lub lekkomyślności, co w konsekwencji powinno rodzić dla niego negatywne skutki prawne.

Ryzyko nierzadko, a szczególnie w biznesie, bywa zasadne. Ale radzę zachować umiar, gdy dotyczy ono podpisywania bez czytania.