Oświadczam, że otrzymałem i akceptuję… – słów kilka o fikcji w umowach

Maciej Bednarek        13 sierpnia 2014        Komentarze (0)

Papier wszystko przyjmie.

Umowę możemy wzbogacić bardzo wieloma ciekawymi postanowieniami, zgodnie z naszą fantazją i potrzebami. Jest jednak pewna grupa postanowień, na akceptacji których szczególnie zależy jednej ze stron.

Często zdarza się, że w podpisanej umowie znajdują się tego typu klauzule:

Oświadczam, że otrzymałem, zapoznałem się i akceptuję treść Ogólnych Warunków Umowy, które stanowią integralną część umowy.

Taka klauzula stanowi pisemne potwierdzenie zaistnienia jakiegoś zdarzenia w przeszłości. Dla strony, która ją stworzyła, jest tarczą przed atakami i zarzutami przeciwnika.

W razie powstania sporu twórca omawianego postanowienia bronić się bowiem będzie orężem pod nazwą, przepraszam za kolokwializm, „widziały gały, co brały”. Innymi słowy, wiedziałeś, co podpisałeś, podpisałeś, że otrzymałeś, sprawa zamknięta.

Co jednak, gdy tego typu postanowienia nie odpowiadają rzeczywistości? Co, gdy strona, która podpisała umowę zawierającą takie oświadczenie, nie tylko nie otrzymała ogólnych warunków umowy, ale nie miała fizycznej możliwości, aby się z nimi zapoznać?

Na szczęście nie pozostajemy wtedy bezbronni. Prawdą jest, że nasza pozycja jest znacznie słabsza, ale nie jest jeszcze beznadziejna.

Postanowienia umowne, z których wynika, że rzekomo otrzymaliśmy OWU, że się z nimi zapoznaliśmy i że wyrażamy zgodę na włączenie ich do treści umowy, to tzw. klauzule fikcji.

Jak już wspomniałem, można się przed nimi bronić, choć nie jest to łatwe. Trzeba „tylko” udowodnić, iż mimo złożenia podpisu pod umową zawierającą klauzulę fikcji faktycznie brak było możliwości zapoznania się z treścią OWU, gdyż nie zostały one prawidłowo doręczone.

Reszta zależy tylko i wyłącznie od dostępności dowodów – świadków, dokumentów – oraz okoliczności zawarcia umowy.

Jeżeli uda nam się to wykazać, to takie postanowienie będzie bezskuteczne, a OWU nie będą stanowiły części umowy. Bezcenne, gdy w OWU znajdują się postanowienia dla nas niekorzystne.

Ostatnio jeden z moich Klientów zawarł z innym przedsiębiorcą umowę przez Internet. W ustaleniach dokonanych drogą elektroniczną znalazła się klauzula fikcji. Klient zaakceptował wszystkie warunki współpracy, w tym treść OWU, których jednak nie tylko nie otrzymał, ale również nigdzie nie mógł się z nimi zapoznać (brak na stronie www przedsiębiorcy itp.). Uzmysłowił to sobie jednak dopiero, gdy pojawił się konflikt.

Na szczęście sprawa została polubownie zakończona – udało się wykazać, że OWU nie zostały doręczone, a tym samym, że nie obowiązują.

Uwielbiam, gdy spór jest rozwiązywany bez udziału sądu 🙂

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: